Krzysztof B Wojciech G Piotr W Skarby Carlos Ruiz Zafon Tomasz Majeran Masło Charles Bukowski Dobry Uczynek Madzia Zosia wejdź, poczytaj, pomóż. Ciekawostki: o wyklejaniu o życiu rysunkowo o murach, ścianach i innych zapisanych powierzchniach o Trendyportalu SZKICOWNIK tutaj klik Praktyczne hmm... Czytadła by eight lilablog foksal zmorka skaf_ i banda małżeński dialog lidia róż prus(c)y ci sza! redakcja: JA o redakcji: jestem kobietą, mam na to papier i cały system zachowań. postanowiłam zapisać to i owo, a ze czuję się obecnie trzyosobowo piszę o NAS. pamiętajmy że net to net, literatura to literatura, a blog to blog. Historia ta opiera swój bieg na faktach autentycznych, nieco zmienionych i zniekształconych, czasem wynaturzonych, wyolbrzymionych lub wymemłanych. kontakt z redakcją: pierdu.pierdu@wp.pl
|
Koniec Roku
Koniec Roku powinien byc czasem podsumowań... Ale ich dzisiaj nie będzie.
Musicie wiedzieć, że nastał czas radykalnych zmian, które to nabiorą rozpędu w nadchodzącym roku. Zmieni się wszystko. Szczegóły zostaną skrupulatnie odnotowane tutaj. Po wiecej informacji nalezy zglosić się do źródła, znaczy się skontaktować z Redakcją mejlowo. Na zakończenie tej historii Redakcja życzy Czytelnikom dobrego roku 2010. Niech spełnią się Wasze dobre sny! JA-ON-ONO 2009-12-31 10:04:50 skomentuj (1) mam wszystko w tyle, czyli o nauce wysławiania się Podczas przyrządzania napoju.... ONO: Du! Du! Du! JA: Maleństwo, a powiedz ładnie: WODA ONO: DU PA! ... 2009-12-29 09:11:40 skomentuj (0) adin... ...dva, tri... wyobraź sobie, że zawsze masz czas... że jest ciepło... że masz wokół siebie puch... och! ty puszku ty niedobry! nie gilaj!... hihihihi... taaaaak... jest ciepło, puszek gila rozkosznie... i tak sobie myślisz... ach! ten p***lony puszek!.... nie nie - puszka już nie ma... jesteś na piasku... leżysz... jest ciepło.. fale szumią, mewy cichutko skrzeczą.. słoneczko ogrzewa ci policzki a pod skórą przebiega mrowiąc lekko dreszczyk.... i tak sobie myślisz, że dziecku się należy tej kultury nieco. tych mediów, tego kapitalistycznego wszechświata, że marketingowa niezmierzona przestrzeń istnieje i ty - właśnie ty, ty ONO w nią wprowadzisz... zaimputujesz mu najlepsze skrawki tej sfery życia... tak... TAK! dreszcze biegną po plecach i kłócą się o skrobanie marchewek.... zacznijmy, tak! zacznijmy przygodę... zacznijmy od... od czego? od czego... OD WZORCÓW... wzorców tak wzorców... wzorce... IDOL idol to zrobi, wskażesz ty właśnie wskażesz i to będzie piękne... kto.. kto... dajmy takiego Boba Budowniczego, takiego Tomka i jego parowych przyjaciół.... Tak.. wystarczy tylko pokazać i już jest! ONO już jest! już jest w ogródku, już wita się z gąską.... ale? ALEEEEEEE na Jowisza! TY wyznaczasz reguły, ograniczenia, wszak żyjemy na ziemi tu... tu jest nadal ciepło, mewy skrzeczą.... ZASADY tak, wyznacz granice.. będzie takie mądre takie zrównoważone takie znające limity, ograniczenia świata.... TAK! Bob Budowniczy zawsze da radę! Cała ekipa budowlana naradzała się w palącej sprawie realizacji urodzinowego planu. Bob niczego nie świadom zajął się pracą, na co ONO upuściło z rozdziawionej buziulki kroplę śliny... Po czym okrzyknęło radośnie BI JE CI!!! Zapatrzone w odbiornik tv wzdychało i skandowało imiona bohaterów. JA spojrzała na zegar umieszczony w prawym dolnym rogu monitora. Godzina minęła. Dziarsko wtargnęła do multipleksu i jednym naciśnięciem przycisku na pilocie wyłączyła seans. ONO spodziewając się zmiany płyty pisnęło radośnie i zauważywszy, że nie o to chodzi wyskandowało z wrzaskiem wszystkie sobie znane postacie z bajek. Od wrzasku do płaczu nie było daleko. Droga od płaczu do tarzania się po podłodze również była zaskakująco krótka, a przy tym towarzyszyła jazzowa - tak, niewątpliwie był to jazz - pieśń, której dźwięki oscylowały między barytonem a wysokim C. JA nie była zaskoczona. Wygłosiła orędzie o świecie i jego ograniczeniach, zadbała aby zainteresowany był zaspokojony pytaniem "co chcesz?", po czym nie usłyszawszy odpowiedzi rozpoczęła procedurę ignorowania histerii. Procedura zapisana w najstarszych księgach, wymyślona przez wybitnych filozofów i skrupulatnie (bardziej lub mniej) przestrzegana przez miliardy matek na świecie jakby pękła.. jakby wyczerpała możliwości i granice, gdy młode postanowiło zamienić się w piłeczkę pingpongową uderzoną z całych sił o kanciasty przedmiot. ONO z impetem wparowało do pokoju i odbijając się bez instynktownego hamowania rączkami o przedmioty rozpoczęło nieznany JA etap histerii. I wierzcie, mili Państwo, że chciała zachować spokój, że zasady są jej znane, że wie, że tylko ignorowanie, tylko nie nagradzanie czułościami złego zachowania przyniesie ten wymarzony efekt..... Wierzcie mili Państwo, że to wszystko miała głęboko w tyle tamtego przedpołudnia. Że po wszystkim, tuląc rozdygotanego dwulatka, wie już jak to jest być zawodnikiem sumo i przebiec maraton. 2009-12-11 18:59:15 skomentuj (0) S.O.S. JA z natury bywa raczej podatna na perswazję sprzedawców. Potrzebuje mieć przy sobie na stałe anioła stróża, który byłby w stanie przetłumaczyć zdanie 'kupuj pani, taniej pani nie znajdziesz' na faktyczny przekazywany komunikat 'kupuj laska, bo mnie sie portfel o świeże jedzonko upomina'... Brzmi to banalnie, no ale nie każdy rodzi się przekupą, nie? Natura wyposażyła JA w wadę wzroku, którą to korygują niezmiennie od 23 lat okulary. JA niespecjalnie dba o ten temat, w związku z czym mając dwie soczewki sklejone Super Glue, po 6 latach bez kontroli okulisty ON siłą perswazji słownej wyłuszczył, że należałoby się zainteresować tematem. JA zaakceptowała wizję zmian po usłyszeniu argumentu: - mała, jedziesz do stolycy - oni tam niehybnie wypatrzą, że masz sklejone szkła i powiedzą, żeś wieśniaczka uboga i dopatrzą się w twym obuwiu słomy najsłodsza moja śnieżynko ty ty ty. Toteż JA pomyślała: noż cholera prawdę mówi ślubny mój... ON zaproponował popularny wiżyn ekspres. JA miotała się i wymagała opieki więc ON wziął sprawy w swoje ręce i za dwa dni JA siedziała grzecznie na krzesełku oczekując badania. Świadomość, że jest w centrum handlowym pomogła, bo nie było przychodnianego, jak również prywatnogabinetowego smrodku. BYł za to inny smrodek, który JA i ON poczuli dopiero po sfinalizowaniu transakcji. Nie, nie - drogi Czytelniku. Nie był to smrodek przewalanej kasiury, nie czuć bylo grubych tysięcy, wyrzeczeń, rat i kredytów. Choć mogło się tak skończyć. Okulista wyszedł z pomieszczenia i zaprosił JA na badanie. - uhm, a tu prosze przeczytać... acha... jeszcze tak spróbujmy.. noo, to dziwne... nie idzie?.. a teraz w tą stronę.. uhmmmmmm... a tu proszę przeczytać... UUU! a z takim? i co Pani widzi? Są kółeczka? mmmmhhhhmm. No więc jestem zaskoczony, że o 17 czyta Pani ostatni rząd bez okularów.. Wada się nie pogłębia, dorzuciłem tylko ćwiarteczkę w prawym. - Słitaśnie. W tym miejscu Okulista wypowiedział sądne zdanie, które Czytelnik powinien zapamiętać, gdyż będzie ono kluczowe przy rozumieniu pointy: TE SZKŁA ASFERYCZNE MAMY NA STANIE NAWET, TAKŻE FAJNIE. JA niewiele zrozumiała, szybko też została przechwycona prze Specjalistkę Od Soczewek. Pani S.O.S. odebrała notatki Okulisty, który przekazał jej wszelkie informacje, niespodziewanie S.O.S. przerwała mu, gdy chciał zasugerować dobór soczewek. Jednak na to nikt nie zwrócił uwagi. Przystąpiono do wyboru oprawek i tu nieodzowny okazał się ON, gdyż posłużywszy się swoim dobrym smakiem wybrał Perłę Za Niewielką Cenę i JA ukontentowana zasiadła i wyartykułowała, że zależy jej na szkłach asferycznych. Toteż S.O.S. rozpoczęła wykład: - Aha. rozumiem. Z takich szkieł mam tylko najbardziej asferyczne z asferycznych, potrójnie spłaszczone i po sześciokroć pocienione szkła, kosztują jedyne 590 PLN i należy podkreślić, że są 5000% lżejsze niż piórko mysikrólika i wogóle to jest porshe wśród szkieł. Innych szkieł Pani u nas ni ma! No i rzecz jasna będą one gotowe za jedyne 5 dni roboczych - ale wiadomo, różnie to bywa więc lepiej zadzwonić bo wiadomo. JA zmartwiła się tym faktem, bo do gromady wyszłoby osiem stów, nastawiała się na mniej i na szybciej, gdyż ta stolyca jej nie zaakceptuje w takich starożytnych połamańcach... Toteż niczym Kubuś Puchatek puknęła się w główkę, celem odnalezienia pomysłu na rozwiązanie tej zagadki. Żaróweczka się zapaliła i JA postanowiła przytoczyć słowa Okulisty. S.O.S. zamarła. Powtórzyła wykład, wzbogacając tym razem o prezentację: - Wie Pani, to są takie prawie, jakoby, nieco asferyczne, ale tamte są bardziej. Ponad to tamte są zdecydowanie na bank lepsiejsze. Jeszcze sprawdzę czy one FAKTYCZNIE są, bo chyba ich wogóle nie ma. No są są są, ale niech sama spojrzy: i tu prezentacja efektu dużego oka metodą "patrzymy przez lupę" Tu JA zamarła i myśli no fakt faktem... psiakość. ON natomiast zadał fundamentalne pytanie: Czy mogę? i rozpoczął prezentację od słów: - Przecież okulary nie są 10 cm od głowy tylko są tu. I zaprezentował, co ostatecznie przekonało JA. Dodatkowo należy nadmienić, że te niby gorsze i mniej asferyczne kosztowały 299 i miały rekomendację Okulisty, który uwzględnił je na recepcie - SZCZEGÓLIK. Po przeliczeniu wyszło nieco ponad cztery stówki i wszycy byli zadowoleni... No, prawie wszyscy. Odbiór był możliwy na drugi dzień. ON zaprorokował: - Zobaczysz, że jeszcze ich nie ma - będziemy czekali. Tak się oczywiście stało, więc JA zakupiła spodnie i odebrała nowiuśkie patrzałki. Pozostał tylko mały smrodek, woń oszustwa, kłamstw i naciągactwa. Dobrzy Okuliści i Spostrzegawczy Mężowie czuwają nad zbłąkanymi owieczkami. I niech tak zostanie Mili Państwo. 2009-11-22 18:06:46 skomentuj (1) naciągany bilans Dwuletnie dzieci poddaje się bilansowi. Aby poddać dziecko temu czemuś należy zarejestrować się u lekarza, po czym w umówiony dzień i o umówionej godzinie stawić się w poczekalni. Tak uczynili. Ono niczego nieświadome dziarsko wbiegło do pomieszczenia o dziwo nie wypełnionego po brzegi matkami z dziećmi. JA zajęła miejsce strategiczne naśrodku poczekalni i zapytała kilka zdziwionych twarzy "Kto ostatni?". Zadziwiona zdziwieniem zasiadła, ON w tym czasie rozebrał dziecko. Po chwili z gabinetu wyszła pielęgniarka i wyczytała dwa nazwiska kolejnych pacjentów. JA zrozumiała zdziwienie tłumu i obliczyła, że według kolejki wchodzi za chwilkę, a nie jak przypuszczała za godzinkę - Świetnie! Weszli całą rodziną meldując się na hasło wyczytanego nazwiska. Lekarka po raz pierwszy od dwóch lat regularnego uczęszczania na wizyty zaczęła wykonywać procedury, o których JA dotychczas czytała tylko w Mądrej Książce. Mierzenie ONO wzdłuż i wszerz było egzotyką do tego stopnia, że ONO poddawało się bez zbędnych jęków. Po badaniach i wywiadzie padło sakramentalne pytanie. Lekarka i Pielęgniarka zacierając łapki oczekiwały rozwiązania wielkiej niewiadomej "szczepimy przeciw pneumokokom czy też nie szczepimy?". Trzy banknoty stuzłotowe zadrżały, gdy usłyszały z ciepłej kieszeni głos JA: "szczepimy, a jakże!". Rachu ciachu i po strachu. ONO otarło łzę, gdy zobaczyło małą czekoladkę zwykle dodawaną do kawy w restauracjech, dzieś ostatnią deskę ratunku jakiej łapie się szczepione dziecko. JA i ON wyszli z gabinetu zostawiając dwie roześmiane buzie kobiet krzyczących "Och! Ach! jakież ONO piękne i grzeczne! No cudne! Och!" towarzyszyło im dziwne uczucie naciągnięcia, a w głowach kołatała się myśl: niebędziemiałzapaleniaucha niebędziemiałzapaleniaucha. 2009-11-04 09:10:46 skomentuj (1) |
|